Słów kilka o podróży do Kopenhagi...
Przed podróżą do stolicy kupiliśmy z Andrzejem tzw. Wild Card, która uprawnia nas do zniżek na przejazdy kolejowe po Danii. I tak z piątku na sobotę (godzina "0" - 00:09 :) postanowiliśmy wyruszyć pociągiem w nieznane...
Chcieliśmy już od samego rana zacząć zwiedzać te bardziej i mniej znane zakątki miasta. Na miejscu byliśmy przed godziną szóstą... Na Dworcu Głównym przywitało nas zimno oraz dwoje panów wątpliwego stanu... Okazało się, że jeden z nich był - tu niespodzianka - Polakiem! Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Poszukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy przechować bagaże, kupiliśmy CPHCard (kartę na 24 godziny, która uprawnia nas do wejścia do różnych muzeów i innych ciekawych miejsc) i... wyruszyliśmy w drogę! Jako cel obraliśmy sobie Syrenkę - jeden z symboli Kopenhagi. Po drodze mijaliśmy różne ciekawe miejsca - pomniki, place, kościoły, piękne budynki. Ponieważ było naprawdę zimno, przy okazji zwiedziliśmy jedną ze stacji metra. Dopiero po pewnym czasie odważyliśmy się wyciągnąć aparat, by zrobić sobie zdjęcia (ręce najlepiej czuły się w kieszeni kurtki, okryte ciepłymi rękawiczkami:) Ale szczęśliwie dotarliśmy do Małej Syrenki:)
Przed godziną 12 weszliśmy do Botanisk Have. Mogliśmy podziwiać różne roślinki - niektóre z nich już zrzuciły upierzenie na zime, ale były jeszcze i takie, które pięknie pokazywały swoje wdzięki.
Potem, korzystając już z karty CPHCard (już wybiła godzina 12:), odbyliśmy podróż po pięknym i bardzo dużym Statens Museum for Kunst (Galeria Narodowa). Piękne obrazy, ciekawe rzeźby - sztuka "tradycyjna" i ta bardziej współczesna. Ogrom rzeczy i sal do zwiedzania. Aby dokładnie wszystko obejrzeć, prawdobodobnie potrzebowalibyśmy wielu godzin. Ale i tak, pomimo ograniczonego czasu, zobaczyliśmy wiele ciekawych rzeczy!
Potem szybciutko udaliśmy się do Muzeum Geologicznego. Znawcy kamieni i i tworzyw "kamieniopodobnych" byliby zachwyceni. My z dystansem patrzyliśmy na czasem nic nam nie mówiące kawałki brył, ale i tak cieszyliśmy się z tej wizyty! W końcu nie codziennie można sobie zrobić zdjęcie z czaszką dinozaura!
Na koniec został nam smaczny kąsek, a mianowicie Christiansborg Slot, a tu Christiansborg Palace Church oraz przepiękne Reprezentacyjne Komnaty Królewskie! Mieliśmy tę miłą okazję, aby wysłuchać ciekawych historii opowiedzianych przez przewodnika. Ogromne wrażenie wywarły na nas piękne sale, a w nich przepiękne żyrandole, obrazy i tkaniny zdobiące ściany komnat, ozdobne zasłony. Jak się okazało, te sale wciąż są wykorzystywane przez królową podczas uroczystych spotkań i balów.
Po długim zwiedzaniu wreszcie nadszedł czas na odpoczynek. I zameldowanie się w hostelu Danhostel, w którym mieliśmy spędzić dwie kolejne noce. Sam budynek był duży i bardzo zadbany. Mieszkaliśmy na szóstym piętrze. Chcieliśmy wjechać na ostatnie, chyba osiemnaste, piętro, ale okazało się to niemożliwe...Karta magnetyczna , której używaliśmy aby otworzyć drzwi i windę, mogła nas skierować tylko na piętro w którym mieszkaliśmy! Ale za to na samym dole budynku była kuchnia, w której mogliśmy przygotować sobie gorącą herbatę (oczywiście zieloną!:) oraz posiłki.
Wieczorem, po małej drzemce, postanowiliśmy skorzystać z darmowego przejazdu środkami transportu miejskiego (w karach karty, którą kupiliśmy i o której była już tu mowa). Zrobiliśmy sobie wycieczkę na lotnisko:) Dodatkową atrakcją była przejażdżka metrem! Piękne stacje, ciekawe rozwiązania technologiczne (np. brak kierowcy w wagonach!) i możliwość oglądania zza szyby trasy przejazdu! Super!!!
A potem przyszedł czas na upragniony sen... Tak, jak teraz...
Cdn...:)
Przed podróżą do stolicy kupiliśmy z Andrzejem tzw. Wild Card, która uprawnia nas do zniżek na przejazdy kolejowe po Danii. I tak z piątku na sobotę (godzina "0" - 00:09 :) postanowiliśmy wyruszyć pociągiem w nieznane...
Chcieliśmy już od samego rana zacząć zwiedzać te bardziej i mniej znane zakątki miasta. Na miejscu byliśmy przed godziną szóstą... Na Dworcu Głównym przywitało nas zimno oraz dwoje panów wątpliwego stanu... Okazało się, że jeden z nich był - tu niespodzianka - Polakiem! Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Poszukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy przechować bagaże, kupiliśmy CPHCard (kartę na 24 godziny, która uprawnia nas do wejścia do różnych muzeów i innych ciekawych miejsc) i... wyruszyliśmy w drogę! Jako cel obraliśmy sobie Syrenkę - jeden z symboli Kopenhagi. Po drodze mijaliśmy różne ciekawe miejsca - pomniki, place, kościoły, piękne budynki. Ponieważ było naprawdę zimno, przy okazji zwiedziliśmy jedną ze stacji metra. Dopiero po pewnym czasie odważyliśmy się wyciągnąć aparat, by zrobić sobie zdjęcia (ręce najlepiej czuły się w kieszeni kurtki, okryte ciepłymi rękawiczkami:) Ale szczęśliwie dotarliśmy do Małej Syrenki:)
Przed godziną 12 weszliśmy do Botanisk Have. Mogliśmy podziwiać różne roślinki - niektóre z nich już zrzuciły upierzenie na zime, ale były jeszcze i takie, które pięknie pokazywały swoje wdzięki.
Potem, korzystając już z karty CPHCard (już wybiła godzina 12:), odbyliśmy podróż po pięknym i bardzo dużym Statens Museum for Kunst (Galeria Narodowa). Piękne obrazy, ciekawe rzeźby - sztuka "tradycyjna" i ta bardziej współczesna. Ogrom rzeczy i sal do zwiedzania. Aby dokładnie wszystko obejrzeć, prawdobodobnie potrzebowalibyśmy wielu godzin. Ale i tak, pomimo ograniczonego czasu, zobaczyliśmy wiele ciekawych rzeczy!
Potem szybciutko udaliśmy się do Muzeum Geologicznego. Znawcy kamieni i i tworzyw "kamieniopodobnych" byliby zachwyceni. My z dystansem patrzyliśmy na czasem nic nam nie mówiące kawałki brył, ale i tak cieszyliśmy się z tej wizyty! W końcu nie codziennie można sobie zrobić zdjęcie z czaszką dinozaura!
Na koniec został nam smaczny kąsek, a mianowicie Christiansborg Slot, a tu Christiansborg Palace Church oraz przepiękne Reprezentacyjne Komnaty Królewskie! Mieliśmy tę miłą okazję, aby wysłuchać ciekawych historii opowiedzianych przez przewodnika. Ogromne wrażenie wywarły na nas piękne sale, a w nich przepiękne żyrandole, obrazy i tkaniny zdobiące ściany komnat, ozdobne zasłony. Jak się okazało, te sale wciąż są wykorzystywane przez królową podczas uroczystych spotkań i balów.
Po długim zwiedzaniu wreszcie nadszedł czas na odpoczynek. I zameldowanie się w hostelu Danhostel, w którym mieliśmy spędzić dwie kolejne noce. Sam budynek był duży i bardzo zadbany. Mieszkaliśmy na szóstym piętrze. Chcieliśmy wjechać na ostatnie, chyba osiemnaste, piętro, ale okazało się to niemożliwe...Karta magnetyczna , której używaliśmy aby otworzyć drzwi i windę, mogła nas skierować tylko na piętro w którym mieszkaliśmy! Ale za to na samym dole budynku była kuchnia, w której mogliśmy przygotować sobie gorącą herbatę (oczywiście zieloną!:) oraz posiłki.
Wieczorem, po małej drzemce, postanowiliśmy skorzystać z darmowego przejazdu środkami transportu miejskiego (w karach karty, którą kupiliśmy i o której była już tu mowa). Zrobiliśmy sobie wycieczkę na lotnisko:) Dodatkową atrakcją była przejażdżka metrem! Piękne stacje, ciekawe rozwiązania technologiczne (np. brak kierowcy w wagonach!) i możliwość oglądania zza szyby trasy przejazdu! Super!!!
A potem przyszedł czas na upragniony sen... Tak, jak teraz...
Cdn...:)














