sobota, 20 grudnia 2008

pakowanie...:)

Do Domu, do Domu, do Domu...!!!:)

Walizki już prawie zapięte na ostatni guzik! Za kilka chwil wyruszamy! Kierunek - Warszawa!

Dzisiaj/wczoraj byliśmy u naszego przyjaciela z Iranu, Kamala:) Zostaliśmy zaproszeni na pyszny obiad :) Palce lizać, wszystko było bardzo smaczne! Byliśmy pod wrażeniem, że jedna osoba może sobie poradzić z przygotowaniem tylu rzeczy!:) I to mając do dyspozycji dwa palniki!:P
Przy okazji rozwiązywaliśmy różne ciekawe łamigłówki i zagadki. To był bardzo sympatyczny wieczór:)

Albo Aalborg już wie, albo mamy szczęście - miasto żegnało nas dzisiaj przepięknym słońcem!:) Pogoda w sam raz na zakupy:P Oczywiście prezentów:) Udało nam się kupić kilka bardzo ładnych rzeczy:)

PS Do zobaczenia wkrótce "nasze" Aalborg!:)

środa, 17 grudnia 2008

Małymi kroczkami... wielkie odliczanie

Na ostatniej mszy w niedzielę, tuż przy ołtarzu, wisiał wieniec z czterema świecami...Trzy z nich były zapalone... Ten widok znowu przypomniał mi o tym, jak ważną rzeczą w naszym życiu jest czekanie na coś i wielkie odliczanie... Niepewność tego co będzie, ale i podekscytowanie tym, że już niedługo nastąpi ważna dla nas chwila! Bo czekając, prawie zawsze spodziewamy się czegoś dobrego, czegoś, co zmieni wszystko na lepsze:) Od 'jutra'...
Kiedy w kościele zapłonie czwarta świeca, my już będziemy w Polsce... Razem z naszymi najbliższymi... Jedni wcześniej, inni trochę później:)
Od kilku 'ładnych' dni Andrzej robi wielkie odliczanie związane z oddaniem projektu:) Magiczny dzień, w którym wszystko się zmieni (i wreszcie będzie można odpocząć po ciężkiej pracy:), to czwartek! Będzie to prawdopodobnie magiczny dzień również dla Grześka:) My z Alą na rozstrzygnięcie czekamy do początku stycznia (ba, w 2009 roku, na który już teraz wszyscy czekamy!:).
Ala sprawdza czasem na stronie internetowej klubu, do którego chodzi na fitness, czy będzie mogła danego dnia wejść na zajęcia (czy będzie wolne miejsce, czy kolejka się przesunie...:) My z Andrzejem czekamy na najbliższy czwartek, gdy po raz ostatni w tym roku pójdziemy na zajęcia salsy:)
Ja czekam właśnie na spotkanie z naszym supervisorem... Na ocenę tego, co dotychczas udało nam się napisać i na dalsze wytyczne:)
Czekamy na ładną pogodę, na słońce, na obiad, który ktoś ma przyrządzić...

Dużo tego czekania...:)
Czekanie jest dobre, bo daje nam czas na przygotowanie się do czegoś, co ma nastąpić...
Ale czekanie zabiera nam również sporo czasu... Czy zostaje nam jeszcze czas na myślenie o tym, co jest teraz...?

W tej właśnie chwili myślę o tym, że dokonuję nowego wpisu na naszym blogu... Nie czekam! Cieszę się tą chwilą (chwilo trwaj!:)
Ale już za chwilę będę czekać na to, czy wiadomość 'została pomyślnie opublikowana na blogu':)

PS Wszystkim czekającym na coś życzę dużo uśmiechu:) I radości z tego, co jest teraz!



niedziela, 14 grudnia 2008

i po wieczorze...:)

Wieczór polski udał się znakomicie! Wszyscy zaproszeni goście przybyli na czas, jedzenie też zostało przygotowane na czas:) Wszyscy byli zachwyceni naszymi zdolnościami kulinarnymi:P Każdy najadł się do syta i kosztował wszystkich dań i smakołyków. Ahmed, kolega Andrzeja, przyniósł fajkę wodną, zatem nastrój też był wyjątkowy i wszystkim gościom się udzielił...
I już mamy zaproszenia na kolejne wieczory - w nowym wydaniu - przygotowane przez naszych przyjaciół z innych, dalekich krajów...:)

Teraz żyjemy dwiema rzeczami - pisaniem/kończeniem projektów oraz... wyjazdem do Domu!:)

Andi całe dni spędza na uczelni, przygotowując projekt razem z kolegami, ja spędzam samotne przed- i popołudnia w naszym pokoju siedząc nad książką (np. 'Business Research Methods':)... Ale Andi dba o mnie wieczorami:) Dziękuję Skarbiku...:*

środa, 10 grudnia 2008

wieczorek polski:)

Już za kilkanaście godzin rozpocznie się wieczór polski w Aalborg... zorganizowany w naszym apartamencie:) Zaprosiliśmy znajomych z różnych krajów, którzy tak jak my, studiują na Aalborg University:)
Pół dnia chodziliśmy po sklepach w poszukiwaniu potrzebnych składników! Ala z Grześkiem upiekli już szarlotkę, my z Andim zrobiliśmy sałatkę warzywną:) Będzie zupa pomidorowa jako pierwsze danie, potem kurczak z ziemniaczkami lub ryżem i różnymi sałatkami... Jeszcze trzeba zrobić placuszki z jabłkami, usmażyć kurczka, ugotować co trzeba i... przygotować najlepszy drink na świecie (czyli rum z colą i limonkami, najlepszy, bo wykonawcą będzie Andi:*). Do tego odpowiednia oprawa - muzyka, lampki i świece oraz kolorowe serwetki:) I do tego najważniejsza sprawa - dobra zabawa!
Kupiliśmy jednorazowe talerze, sztućce i kubeczki:) Nawet wybraliśmy się do znajomego Duńczyka, by pożyczyć kilka garnków, talerzy i półmisków:)
To wszystko już niebawem!


wtorek, 9 grudnia 2008

dzień-jak-co-dzień

Zima jak wiosna.
Spacer po Aalborg.
Wspólny obiad z księdzem i wiernymi.
Kolejne spotkanie na uniwersytecie.

Dzień-jak-co-dzień...

Już niecałe dwa tygodnie do wyjazdu do Polski!

środa, 3 grudnia 2008

Patrycja na Uniwersytecie:)

Jakby na to nie patrzeć, to przyjechaliśmy tu studiować:) Ala, Grzesiek, Andrzej i ja:) Z drugiej strony jest opinia, że "Erasmusowcy" cały swój czas poświęcają na zabawę:) Ale w naszym przypadku oczywiście tak nie jest:) My staramy się łączyć przyjemne z pożytecznym! Jest czas na naukę i na zabawę...
Obecnie jestem na etapie pisania ostatniego projektu na AAU (Aalborg University). Największego. Realizuję go razem z grupą, do której trafiłam na początku. Typowych zajęć na uczelni już nie ma, ale mamy własne spotkania w swoich 'grupach', a ich czas i termin ustalamy między sobą. Uniwersytet w Aalborg jest bardzo nastawiony na pracę grupową. Dzięki temu szkolimy nasze umiejętności pracowania z innymi. Wszystko oczywiście odbywa się w języku angielskim, podobnie jak język w którym piszemy projekt. Każdy wnosi coś pozytywnego i daje jakąś cząstkę siebie. Ale najbardziej nie lubimy osób, które wymigują się od pracy, tacy też się zdarzają! Dzisiaj mieliśmy dość nietypowe spotkanie - uczestniczyło w niej kilka grup, które prezentowały to, co do tej pory udało im się zrobić, a przy tej okazji dostawały feedback od 'profesorów' i od innych studentów. Ciekawe doświadczenie - samo wystąpienie przed szerszą publicznością (w formie prezentacji przy użyciu dobrze znanego studentom PowerPointa:) jest nie lada wyczynem.
Ciekawa rzecz, z którą się tutaj po raz pierwszy 'na poważnie' spotkałam, jest część poświęcona 'metodologii'. Zanim się zacznie pisać projekt, należy przyjrzeć się bliżej temu, jak widzimy rzeczywistość i rolę człowieka w niej, jak powstaje wiedza itp. Od tego, jak te terminy zdefiniujemy, zależy wybór odpowiedniego 'approachu' (bardzo modne słowo na AAU:), a od niego z kolei to, jakich narzędzi i modeli użyjemy do pomiaru. Długo można by opowiadać, ale chodzi o jedno, a mianowicie o głębsze spojrzenie na to, co się robi. I nie chodzi o to, by wybrać ankietę jako sposób zbadania interesującego mnie zjawiska, dlatego, że to mi odpowiada i to umiem, ale o to, by wiedzieć, dlaczego robię to co robię, jaki cel chcę osiągnąć, jak postrzegam to, co mnie otacza... Taki sposób podejścia do problemu bardzo mnie zaciekawił i zainspirował... Jest tu i psychologia, i socjologia, i filozofia, i statystyka i każda inna rzecz po trochu! Jeśli mamy jakiś problem do zbadania, pytanie na które należy znaleźć odpowiedź , czy wątpliwość - rozwiązanie można znaleźć właśnie przy użyciu metodologii! Profesorom należą się solidne brawa!!!
To może na dzisiaj koniec tego wykładu:)

Życzę filozoficznych snów!

Jeszcze dzień, najwyżej dwa, wszystko się odmieni...

Zmiany, zmiany, zmiany....
Widoczne wszędzie i o każdej porze! Im bliżej do Świąt i Nowego Roku, a tym samym do naszego wyjazdu na Święta do Polski (i tym samym niedługiego końca naszego "erasmusowania", który nastąpi już pod koniec stycznia...:), tym szybciej wszystko się odbywa, zmienia się nagle, powodując wzmożoną ciekawość obserwatora (czyli nas:) a także jego zdziwienie (też nasze:). Tu w Dani wszystko odbywa się szybciej niż w rzeczywistości (pytanie jakiej, każdy może mieć swoją własną?). Już od listopada dostajemy zaproszenia na różne 'Christmas party' i całkiem niedługo odbędą się obchody Nowego Roku. Normą się staje konsumowanie Świąt już teraz, na imprezach, na ulicy, w sklepach... Ludzie, może szukając okazji do bezustannego świętowania, zmieniają zawartość kalendarza, wywieszają ozdoby choinkowe tuż po Święcie Wszystkich Zmarłych (chociaż w Dani tego Święta się nie obchodzi, jest 'lepsze', Haloween, bo po co się niepotrzebnie smucić...?).
Nasuwa się pytanie o sens tego wszystkiego? Traci się coś, i to bezpowrotnie, choć zawsze można się doszukiwać pozytywów:) I tak na przykład w ostatnią sobotę poszliśmy na główny plac w Aalborg, Gamel Torv, by przywitać się z Mikołąjem! Takim ponoć jak najbardziej prawdziwym, który z uwagi na warunki pogodowe i usytuowanie Aalborg, przypłynął statkiem:) Też jak najbardziej prawdziwym! Na placu czekała już na niego specjalna chatka, do której mogły wejść małe i duże dzieci (takie na przykład jak my:) i przywitać się z Mikołajem i poprosić o wymarzony prezent. Jedna dziewczynka (jeśli ufać naszej umiejętności właściwego rozszyfrowywania języka duńskiego:) poprosiła o...małego braciszka:) Nasza przyzwoitość (szybkie rozeznanie, że do Mikołaja podchodzą same maluszki:) nakazała nam poprosić jedynie o możliwość zrobienia sobie zdjęcia z Mikołajem:) Ale naszym zdaniem to najfajniejszy prezent. Co do reszty, to myślę że skończy się na podrzuceniu rodzicom listu z życzeniami:p A co do Mikołaja, był naprawdę jak z opowieści! Jasna broda, pyzate policzki, konkretna waga i szyty na miarę ubiór:P
Poza oczywistą atrakcją jaką stanowił Mikołaj, na Gamel Torv czekał na przybyszy diabelski młyn i przejażdżka kolejką wśród choinek, jak również stragany, na których można było kupić wiele świątecznych upominków.

A wieczorem odbyła się impreza taneczna, oczywiście salsowa! Bawiliśmy się do późnej nocy z osobami, które tak jak my z Andrzejem chodzą na salsę! DJem był oczywiście nasz instruktor, a drinki nalewała jego partnerka. Zaczęło się od trzydaniowego posiłku (palce lizać!:), potem były śpiewy (dla mniej wtajemniczonych - kolęd i piosenek świątecznych). Odbył się również konkurs rzucania kostką, w którym można było zgarnąć wszystkie prezenty, by na przykład je wszystkie utracić w jednej chwili. O wygranej decydowało szczęście, należało wyrzucić "6", by móc komuś zabrać sprzed nosa jego prezent. Wcześniej każdy uczestnik przynosił mały prezent i kładł go pod choinką, by potem je wszystkie wyciągnąć i właśnie o nie zagrać:) Ta gra jest w Dani bardzo popularna! Nam też udało się coś dostać - świeczkę i 'gąbeczki' do jedzenia w kształcie Mikołajów!:)
Tak samo jak następny konkurs, czyli przechodzenie pod drążkiem (nazwy nie pamiętam:). Dwie osoby trzymały z obu stron kij, pod którym w rytm tańca przechodziły kolejno osoby. Należało przechodzić tak, by klatką piersiową być zwróconym 'do drążka'. W czasie zabawy kij był opuszczany coraz niżej i kolejno osoby odpadały z gry, kiedy już zabrakło im możliwości odpowiedniego 'wygięcia się'. Na końcu zostawały dwie osoby a potem już jedna - zwycięzca:) Zgadnijcie, kto nim był tym razem? To jasne - ANDRZEJ!!! Wszyscy bili mu brawa i gratulowali, bo naprawdę było czego! W nagrodę czekał na niego jeden z prezentów, od samych organizatorów imprezy, czyli instruktorów:) To był dla Andiego tak jakby prezent na imieniny - było już po północy, czyli 30 listopada!
No i oczywiście, jak to na imprezie salsowej, były tańce! Wszyscy tańczyli salsę, każdy według swoich możliwości!

W niedzielę wieczorem zrobiliśmy małą imprezę z okazji Andrzejek i imienin Andrzeja:) Było lanie wosku i oczywiście toasty za zdrowie Andiego! A przed imprezą postanowiłam zrobić Andrzejowi niespodziankę i przygotowałam pyszny (tam mówił Andi:) i wyjątkowy obiad:) A na deser był tort lodowy! Mmm, palce lizać:) Ala z Grześkiem wręczyli imieninowy prezent - składane talerze i kubki w sam raz na podróż (super pomysł, ciekawy i oryginalny!). Prezent ode mnie trafił do Andrzeja już w piątek - miał zostać wykorzystany w sobotę na imprezie:) Zgadnijcie co to takiego...:)

Do napisania wkrótce!






wtorek, 2 grudnia 2008

Podróż do Kopenhagi - dzień pierwszy

Jeżeli chodzi o pierwszy dzień naszej wycieczki do stolicy Danii to mam jeszcze parę słów do dodania:) Tuż po muzeum geologicznym udało nam się jeszcze zwiedzić okrągłą wieżę Rundetarn, w której niegdyś mieściło się obserwatorium astronomiczne. Oprócz pięknego widoku ze szczytu zabytku, wieża miała jeszcze jedną ciekawą cechę, a mianowicie brak schodów:) Na samą górę wchodziło się krętym ale płaskim chodnikiem. Doprawdy ciekawe rozwiązanie.
Pierwszy dzień był rzeczywiście bardzo intensywny i pełen wrażeń, więc w nocy spaliśmy jak zabici! Poniżej załączam garstkę zdjęć: