W Aalborg jestem ponad półtora miesiąca i wiele przez ten czas już się zdarzyło. Nie powtarzając tego, co już zastało napomknięte, chce tylko dodać taką osobistą uwagę: Aalborg jest cudowne!!! Ale teraz nie czas by opisywać miasto i okolice, gdyż to wszystko zostało już powiedziane. Lepiej opowiem o życiu studenta i o licznych atrakcjach jakie nas do tej pory tu spotkały.
Pierwszego dnia jak tu przyjechaliśmy (15 sierpnia- piątek) mieliśmy podwójne szczęście. Po pierwsze dlatego, że zdążyliśmy odebrać klucze do naszego mieszkanie tuż przed zamknięciem Accommodation Office ( właściwe to spóźniliśmy się 15 minut, ale biuro było na nasze szczęście otwarte – gdybyśmy przyszli 5 minut później, czekałby nas nieciekawy weekend na ulicy ;-). Po drugie dlatego, że w Aalborg trwały w tym czasie dni Jazzu i odbywały się liczne koncerty na wolnym powietrzu, gdzie można było spokojnie posłuchać muzyki i napić się Tuborga ( lokalny browar). Nie minęły dwa tygodnie i w Aalborg pojawiła się kolejna okazja do świętowania – Aalborg in Red. I faktycznie miasto było całe w czerwieni, począwszy od flag – które są stałym elementem wystroju, poprzez wystawy sklepowe i rozłożone wszędzie czerwone dywany. Ten czas w Aalborg to przede wszystkim dni mody i liczne prezentacje nowych kolekcji ubrań na ulicach. Ale to też doskonała okazja do zakupów, bo sklepy są otwarte do północy ( normalnie sklepy w dni powszednie otwarte są najdłużej go 17.30, a w soboty do 14). Natomiast właśnie wczoraj zakończył się October Fest – czyli święto piwa. Niestety nawet przy takiej okazji złoty trunek nie był w okazyjnej cenie dla studentów: jedynie 100 DKK = 50 zł za 1 litr.
Przy tak licznych okazjach do świętowanie nie dziwię się że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie. Na to pewnie też przekłada się fakt, że raczej zbytnio się nie przepracowują i do wielu spraw podchodzą z dystansem – tak jak w Hiszpanii „Maniana’’. Doskonałym przykładem lekkiego traktowania, niech będzie nasz Internet, który na szczęście dla nas udało już się doprowadzić, jednak oczekiwanie na niego 1,5 miesiąca nie można nazwać szybkim działaniem z ich strony.
Oprócz bardziej oficjalnych okazji do świętowania znajdujemy również te mniej oficjalne. I tak na przykład każdemu studentowi powinna być znana ulica Pubów – Jomfru Ane Gade, gdzie tłoczno dopiero robi się po 12, ale w nocy. Obowiązkowy punkt programu to Student Huset czyli dom studencki – odpowiednik naszej Stodoły w Warszawie. Tu codziennie można napić się piwa, a dodatkowo, organizowane są tu koncerty i dyskoteki. Warto też czasem skorzystać z zaproszenia Buddy’iego (opiekuna, studenta) i zjeść obiad w międzynarodowym towarzystwie.
Zatem świętować jest gdzie, z kim i zawsze dobry powód się znajdzie, jednak niestety nie zawsze jest za co. I tu pragnę pociągnąć ciekawy wątek, zatem nie wiem czy wiecie, ale w Danii pieniądze leżą na ulicy. Tak to prawda! Wystarczy przejść się wieczorem zebrać trochę puszek po piwie czy butelek i wystarczy na zakupy w Fakcie. Co do oddawania butelek to naprawdę super sprawa, bo korzystasz Ty sam jak i środowisko (butelka po coli 3 DKK, puszka lub butelka po piwie 1 DKK).
1 komentarz:
Nic dodać, nic ująć:)
P.S. W Husecie jesteśmy stałymi bywalcami:P
Prześlij komentarz