wtorek, 7 października 2008

odsłona druga:)

Oto odsłona druga:)

Ponieważ z tajnych źródeł otrzymałam ściśle tajne instrukcje, mówiące o tym, że pojedynczy wpis nie może być zbyt długi (by nie odstraszać potencjalnych czytelników:), dopilnuję, aby to, co za chwilkę napiszę, nie odstraszało swoją wielkością:P Tzn. zrobię, co w mojej mocy, aby właśnie tak było! Myślę, że czas napisać o nauce języka duńskiego:)
(małe pochrząkiwanie, aby oczyścić nieco struny głosowe:) Okazało się, że uniwersytet w Aalborg oferuje swoim studentom (tym przyjeżdżającym z zagranicy) kurs duńskiego. Jest on całkowicie bezpłatny i dobrowolny! Poza oczywistą korzyścią, którą studentowi taki kurs daje (czyli możliwość poznawania ciekawego, choć nieco skomplikowanego języka), jest bonus w postaci 2 punktów ECTS (w przypadku uczestniczenia w 80% zajęć) lub 3 punktów (zdany egzamin!).Ala z Grześkiem postanowili przyjechać dwa tygodnie wcześniej, by odbyć kurs (intensywne dwa tygodnie zajęć po 6 godzin dziennie!). My z Andim uczęszczamy na niego w czasie roku akademickiego. Materiał do przerobienia jest ten sam, ale jest bardziej rozciągnięty w czasie (trwa 7 tygodni, po dwa zajęcia w tygodniu).
Zastanawiam się, co mogłabym napisać teraz, by wątek nauki języka duńskiego był bardziej atrakcyjny...?:) Bez mydlenia oczu - język duński jest trudny! Sama pisowania przypomina czasem wyglądem język angielski, czy niemiecki, ale gdy trzeba dane słówko wymówić...Z tym jest już znacznie większy problem. Powiem więcej - to wyższa szkoła jazdy! Na razie sami staramy się utwierdzać w przekonaniu, że to, co wychodzi z naszych ust będzie zrozumiane przez Duńczyka. Ale chyba nikt z naszej czwórki nie starał się sprawdzić tego, czy ma rację:) Mimo to wytrwale jeździmy na zajęcia (pedałujemy, pedałujemy, pedałujemy!!!) w przekonaniu, że kiedyś ten moment nastąpi:) A tymczasem ćwiczymy nasz język, by wymówić dziwnie brzmiące dźwięki, typu "u", "a", "o"...

Myślałam o tym, by powiedzieć słów kilka o samej uczelni (po to chyba tu przyjechaliśmy?:), ale by ten wpis nie był za bardzo przesiąknięty wiedzą "naukową", napiszę o tym przy innej okazji:)

P.S. Pochwalę się jeszcze, że zaczęliśmy z Andim naukę salsy:) Zajęcia prowadzi bardzo miły człowiek a kurs odbywa się w przytulnym klubie-barze w centrum miasta (czyt. niedaleko naszego mieszkania:). Na razie poznajemy podstawowe kroki, ale już możemy zatańczyć jakiś przyjemny dla oka "kawałek". Ta muzyka porywa ciało i duszę, dlatego gorąco ją polecamy!!!

P.S.2 Do usłyszenia wkrótce!

Brak komentarzy: