Dania jest droga, ale to nie powód by sobie odmawiać przyjemności. Dobrze to wiem ja i Patrycja. I tak czasem chodzimy sobie na zakupy. Nie jest to raczej poszukiwanie czegoś konkretnego, bardziej nazwała bym to polowaniem na okazje. A co należy przyznać, okazji (promocji) nie jest tu za wiele, ale jak już są to spokojnie można powiedzieć, że ceny są bardziej atrakcyjne niż w Polsce. Oczywiście kupowanie sobie nowych ciuchów czy butów to ogromna frajda. Jednak równie fajnie jest przejść się do Duńskiego Czerwonego Krzyża i tam poszukać markowych ciuchów w bardzo niskich cenach. I tak dziś wracając z basenu, ku wielkiemu niezadowoleniu Grześka wpadliśmy tam we trójkę ( ja, Patka i Grześ) na drobne rozeznanie. Jednak jak wiadomo nie były to szybkie zakupy, bo musiałyśmy (ja i Patka) wszystko dokładnie obejrzeć i przymierzyć co ciekawszy ciuszek. Niestety Grześ nie dotrwał do końca, bo jak z Pati wpadłyśmy w szał zakupowy to niebyło nam łatwo wyjść z pustymi rękoma. I tak Pati kupiła sobie śliczny czerwony sweterek, jasne bolerko i czarna bluzeczkę, a ja kurtkę jesienną, czapkę i niebieski sweterek. Myślę, że obie wyszłyśmy zadowolone i spełnione ze sklepu.
piątek, 17 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz