Tak, to już ponad miesiąc odkąd jesteśmy w Aalborg i studiujemy na Aalborg University...Wpisów jak dotąd niewiele, ale to może oznaczać jedno – te, które teraz nastąpią, będą najwyższej jakości:) Mamy już za sobą szereg doświadczeń, tych ciekawych i tych jeszcze ciekawszych! Troszkę trudno zacząć tę opowieść...Od czego zacząć? Co opowiedzieć? Wydarzenia mają swoją kolejność, ale to, co zarejestrowało nasze serce i ciało, ma swoją własną hierarchię:) Pozwólcie na danie pierwszeństwa mojej osobistej liście:)
Odsłona pierwsza!!!
Cały czas ze zdziwieniem odkrywam to, że wszędzie mamy blisko... Wystarczy założyć kurtkę i beret (ważne!), zrobić parę kroków i już jesteśmy w centrum...Ciekawe, kolorowe uliczki, porozwieszane duńskie flagi...Nikogo nie dziwi fakt, że nieodłącznym atrybutem przechodnia jest rower... Nieopodal nas jest cudowna woda (czyt. fiord Limfjord), opływająca betonową kostkę... Dociekliwy obserwator może dostrzec w oddali statki, te małe i duże, ptaki...No i ten wiatr, rozwiewający włosy:) Dwie minuty drogi od nas jest kościół katolicki. Msze są po duńsku (na razie mamy trudność w ich zrozumieniu:), angielsku oraz polsku (!). Tuż obok mamy pomnik byka, który ostatnio został pomalowany w biało-czerwone paski (ludzie mówią, że to mały zabieg przeprowadzony na zwierzęciu przed meczem piłki nożnej:). Mamy blisko do trzech istotnych sklepów samoobsługowych (istotnych z punktu widzenia zasobności portfela studenta z Polski:). Nazwy owych magicznych sklepów, to: Aldi, Netto oraz Fakta. Skoro mowa o sklepach, to okazuje się, że u Duńczyków niemal wszystkie butelki są 'zwrotne'. W Fakcie jest specjalna maszyna, która notorycznie połyka puste butelki, którymi jest częstowana przez klienta sklepu. W nagrodę wypluwa małą karteczkę, która wskazuje, o ile powiększyły się nasze możliwości zakupowe:)
Jedynym miejscem, które wymaga dokonania pewnego wysiłku ze strony naszych mięśni, jest...uczelnia:) Na razie niemal codziennie pokonujemy drogę od naszego mieszkania na uczelnię (czyli jakieś 7 km:). I z powrotem, rzecz jasna:) Droga, jak to w opowieściach bywa, jest kręta i długa:) Szczególnie, gdy trzeba pedałować w stronę uczelni. Do pokonania są dwa większe wzniesienia:) Bez najniższej przerzutki miejscami należy nieco zmienić pozycję i zwyczajnie się podnieść z roweru:) Ale w nagrodę jest droga powrotna – małe wzniesienie a potem już cały czas z górki!:) Też czuje się wiatr, ale jest on bardzo przyjemny! To, jak szybko dojedziemy na miejsce jest uzależnione od pewnych istotnych czynników. Chyba najbardziej istotne jest to, jak silny jest wiatr:) Kolejne, to: godzina rozpoczęcia zajęć (w naszym przypadku waha się ona od godziny ósmej do szesnastej), jakość zjedzonego śniadania, motywacja uzależniona od tego, z kim mają być zajęcia, osoba, która z nami jedzie (Ala, Andi, Grzesiek i ja). Dodatkową motywacją jest to, że możemy rozruszać nasz kości i to, że nie musimy płacić za bilet na autobus:) Małym minusem jest to, że droga cały czas jest ta sama....Czasem jednak pozwalamy sobie na małe urozmaicenie i...delikatnie modyfikujemy trasę:) Moim przewodnikiem jest wtedy zwykle Ala:) A wszystko to jest możliwe dzięki ścieżkom rowerowym, które są niemal wszędzie!:)
Nasze mieszkanie, nie chwaląc się, jest naprawdę świetne! Jak już Andi wspominał, mamy do dyspozycji cztery pokoje! Każdy może znaleźć jakieś miejsce dla siebie. Ale ponieważ jesteśmy gatunkiem stadnym, mieścimy się w dwóch ładnych i dużych pokojach:) Kolejne dwa też są wykorzystywane, ale już do nieco innych celów (czyt. suszarnia oraz jadalnia:) Co ciekawe, mamy trzy łazienki! Ale nawet ten fakt nikogo nie powinien szokować. Objawy szoku mogą się pojawić, gdy usłyszy się o ilości lodówek w mieszkaniu:) Dlatego nie zwlekam z odpowiedzią i śmiało mówię – sztuk pięć (celowo napisane słownie, by szok był nieco mniejszy:)! I na pewno nie są to małe, przenośne lodówki. Większość mebli i sprzętów pochodzi prawdopodobnie ze sklepu Ikea. Ale całość jest bardzo gustowna i funkcjonalna. Prostota i przestronność przeplatają się z przytulnością, którą dostarczają małe lampeczki:) Co istotne, łóżko jest bardzo wygodne i zapewnia zdrowy sen (choć nie wiem dlaczego ostatnio mam jakieś koszmary?). Z Andrzejem mamy pod opieką dwa piękne kwiaty doniczkowe:) W szafach mieszczą się wszystkie skarby:) Na nocnym stoliku stoi zdjęcie mojej ukochanej Rodzinki i lampka:)
Na razie to by było tyle, gdyż niedługo czeka nas pyszna kolacja:) I prawdopodobnie wyjście do Husetu:) Tyle by się chciało jeszcze napisać...Ale spokojnie poczekajmy na odsłonę drugą...
Odsłona pierwsza!!!
Cały czas ze zdziwieniem odkrywam to, że wszędzie mamy blisko... Wystarczy założyć kurtkę i beret (ważne!), zrobić parę kroków i już jesteśmy w centrum...Ciekawe, kolorowe uliczki, porozwieszane duńskie flagi...Nikogo nie dziwi fakt, że nieodłącznym atrybutem przechodnia jest rower... Nieopodal nas jest cudowna woda (czyt. fiord Limfjord), opływająca betonową kostkę... Dociekliwy obserwator może dostrzec w oddali statki, te małe i duże, ptaki...No i ten wiatr, rozwiewający włosy:) Dwie minuty drogi od nas jest kościół katolicki. Msze są po duńsku (na razie mamy trudność w ich zrozumieniu:), angielsku oraz polsku (!). Tuż obok mamy pomnik byka, który ostatnio został pomalowany w biało-czerwone paski (ludzie mówią, że to mały zabieg przeprowadzony na zwierzęciu przed meczem piłki nożnej:). Mamy blisko do trzech istotnych sklepów samoobsługowych (istotnych z punktu widzenia zasobności portfela studenta z Polski:). Nazwy owych magicznych sklepów, to: Aldi, Netto oraz Fakta. Skoro mowa o sklepach, to okazuje się, że u Duńczyków niemal wszystkie butelki są 'zwrotne'. W Fakcie jest specjalna maszyna, która notorycznie połyka puste butelki, którymi jest częstowana przez klienta sklepu. W nagrodę wypluwa małą karteczkę, która wskazuje, o ile powiększyły się nasze możliwości zakupowe:)
Jedynym miejscem, które wymaga dokonania pewnego wysiłku ze strony naszych mięśni, jest...uczelnia:) Na razie niemal codziennie pokonujemy drogę od naszego mieszkania na uczelnię (czyli jakieś 7 km:). I z powrotem, rzecz jasna:) Droga, jak to w opowieściach bywa, jest kręta i długa:) Szczególnie, gdy trzeba pedałować w stronę uczelni. Do pokonania są dwa większe wzniesienia:) Bez najniższej przerzutki miejscami należy nieco zmienić pozycję i zwyczajnie się podnieść z roweru:) Ale w nagrodę jest droga powrotna – małe wzniesienie a potem już cały czas z górki!:) Też czuje się wiatr, ale jest on bardzo przyjemny! To, jak szybko dojedziemy na miejsce jest uzależnione od pewnych istotnych czynników. Chyba najbardziej istotne jest to, jak silny jest wiatr:) Kolejne, to: godzina rozpoczęcia zajęć (w naszym przypadku waha się ona od godziny ósmej do szesnastej), jakość zjedzonego śniadania, motywacja uzależniona od tego, z kim mają być zajęcia, osoba, która z nami jedzie (Ala, Andi, Grzesiek i ja). Dodatkową motywacją jest to, że możemy rozruszać nasz kości i to, że nie musimy płacić za bilet na autobus:) Małym minusem jest to, że droga cały czas jest ta sama....Czasem jednak pozwalamy sobie na małe urozmaicenie i...delikatnie modyfikujemy trasę:) Moim przewodnikiem jest wtedy zwykle Ala:) A wszystko to jest możliwe dzięki ścieżkom rowerowym, które są niemal wszędzie!:)
Nasze mieszkanie, nie chwaląc się, jest naprawdę świetne! Jak już Andi wspominał, mamy do dyspozycji cztery pokoje! Każdy może znaleźć jakieś miejsce dla siebie. Ale ponieważ jesteśmy gatunkiem stadnym, mieścimy się w dwóch ładnych i dużych pokojach:) Kolejne dwa też są wykorzystywane, ale już do nieco innych celów (czyt. suszarnia oraz jadalnia:) Co ciekawe, mamy trzy łazienki! Ale nawet ten fakt nikogo nie powinien szokować. Objawy szoku mogą się pojawić, gdy usłyszy się o ilości lodówek w mieszkaniu:) Dlatego nie zwlekam z odpowiedzią i śmiało mówię – sztuk pięć (celowo napisane słownie, by szok był nieco mniejszy:)! I na pewno nie są to małe, przenośne lodówki. Większość mebli i sprzętów pochodzi prawdopodobnie ze sklepu Ikea. Ale całość jest bardzo gustowna i funkcjonalna. Prostota i przestronność przeplatają się z przytulnością, którą dostarczają małe lampeczki:) Co istotne, łóżko jest bardzo wygodne i zapewnia zdrowy sen (choć nie wiem dlaczego ostatnio mam jakieś koszmary?). Z Andrzejem mamy pod opieką dwa piękne kwiaty doniczkowe:) W szafach mieszczą się wszystkie skarby:) Na nocnym stoliku stoi zdjęcie mojej ukochanej Rodzinki i lampka:)
Na razie to by było tyle, gdyż niedługo czeka nas pyszna kolacja:) I prawdopodobnie wyjście do Husetu:) Tyle by się chciało jeszcze napisać...Ale spokojnie poczekajmy na odsłonę drugą...
(cdn)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz